środa, 3 sierpnia 2016

Autograf Turnaua

Czego chcecie i gdzie jest moja kasa?!
To było dawno temu. Grzegorz Turnau święcił tryumfy po wydaniu swojej pierwszej płyty. Czyli gdzieś około 1991 roku. Miejsce akcji: Szczecin.
Koleżance, której udało się namówić mnie na pójście na koncert wokalisty, zachciało się zaraz po jego zakończeniu, pójść do artysty i poprosić go o autograf.
Oprócz nas nikt tam nie szedł, ale brnęliśmy, aż dobrnęliśmy do samej garderoby.
Oprócz Turnaua był tam jakiś facet, do którego artysta miał duże pretensje: „To jak będzie? Koncert się odbył, a pieniędzy nie ma! Kiedy mi zapłacicie?!”
Oczywiście cytat jest niedokładny, ale oddaje sens słów, które Turnau rzucał w stronę faceta. I jego mina – mówiła wszystko.
Poczuliśmy się jak przyłapania na podglądaniu, ale nikt nas nie zatrzymywał, więc koleżanka wyciągnęła jakąś karteczkę i poprosiła o autograf. Turnau podpisał się, ale zadowolony z naszej wizyty nie był. Potraktował nas dość chłodno.
Wtedy byliśmy wzburzeni: jak może tak traktować swoich fanów?!
Dziś, starszy o różne doświadczenia, przyłączyłbym się do niego i zjechał nieuczciwego promotora od stóp do durnego łba.
To były dzikie lata 90., wtedy takie numery robiono nagminnie. Jak jednak słyszę, do dziś zdarza się, że organizator koncertu nie płaci zespołowi albo nie gwarantuje warunków koncertu ustalonych w umowie.

Nieuczciwym organizatorom mówię p...e się, a Grzegorza Turnaua pozdrawiam!

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Patriotyzm deklarowany

Śmieszą i niepokoją mnie ludzie nazywający siebie patriotami, którzy:
- utopiliby część rodaków w łyżce wody za nic i za wszystko
- deklarują oddanie życia za ojczyznę, ale nie płacą podatków i innych świadczeń, bo system jest zły i nic nigdy od państwa nie dostali
- nie potrafią sklecić poprawnie jednego zdania. W języku polskim
- nie interesują się tradycją i kulturą. Za to kulturystyką i tradycją kibolskich ustawek jak najbardziej
- przebywając za granicami Polski robią najgorsze rzeczy, ale odważnie wymagają od innych narodów szacunku. Na Facebooku
- zafascynowani są Hitlerem i faszyzmem
- deklarują, że najważniejsze jest dobro ojczyzny, ale nie pracują i pracować nie będą
- deklarują walkę z bronią w ręku w razie zagrożenia, ale nie chciało im się chodzić na w-f. A teraz nie wstają sprzed telewizora
- wstawiają memy z okazji każdego święta narodowego i uroczystości historycznych, ale nie potrafią powiedzieć na ten temat nic ponad to, co jest w memach
- pouczają innych na tematy historyczne, ale nigdy nie przeczytali żadnej książki o historii. Ani żadnej innej
- nie chodzą na wybory, ale mają pretensje i do wybranych polityków i do ich wyborców
- deklarują szacunek i cześć do bohaterów narodowych, ale nie odwiedzają swoich babć i dziadków

- robią sobie „patriotyczne” tatuaże, a kilka miesięcy potem próbują się ich pozbyć, żeby znaleźć miejsce na inne.

czwartek, 28 lipca 2016

Polacy na urlopie, czyli wakacje Kiepskich i Badziewiaków

Wystarczy kilka godzin w jednej z miejscowości wypoczynkowych, żeby zaobserwować takie oto zachowania:
Powszechne niemycie rąk po wyjściu z toalety. Piszę o tym do znudzenia, ale wystarczy wyobrazić sobie wszystkie te osoby, które chodzą wolno po świecie… Obrzydzenie bierze!
Brak znajomości zasady, że chodzi się prawą stroną chodnika. W domu nie nauczyli, w żłobku, przedszkolu i szkole nie zdążyli nauczyć. No cóż…
Dzieci, które robią co chcą. Rodzice nie zwracają uwagi. Nawet gdy są to zachowania niebezpieczne dla samych dzieci. Bo przecież nie można uspokoić dziecka, które drze się w miejscu publicznym, rzuca kamieniami w innych lub dręczy zwierzęta.
W muzeach są wielkie strzałki i duże napisy: kierunek zwiedzania. Oczywiście znajdzie się stado, które będzie reszcie utrudniać życie i chodzić w drugą stronę.
Regulaminy są po to, aby je łamać. Niezależnie czy chodzi o spokój innych odpoczywających, czy o bezpieczeństwo, Polak ma je gdzieś.
Palenie papierosów w miejscach niedozwolonych? Powszechne. Na przykład w zoo, w pomieszczeniach ze zwierzętami. A co!
Przed lokalem stoi menu. W lokalu wisi na ścianie. I menu leży także na stoliku. I zawsze znajdzie się delikwent, który podejdzie do baru/kelnerki/szefa kuchni i zapyta: A co ja mogę tutaj zjeść? Schabowego macie?!
Śmiecenie na plaży? Picie alkoholu i pływanie? Sikanie gdzie się da? Wszędzie, cały czas, bez ustanku!
A propos! W kawiarni z toalety wychodzi 7-8 letni chłopiec. Podciąga spodnie na oczach wszystkich obecnych i dumny kroczy do stolika, przy którym rodzice w ogóle nie zwracają na to uwagi. Nie mówiąc o tym, że nie umył rąk.
Restauracja. Siedzi sobie dziadyga, a jego pół dupy, tak! nie początek „przedziałka”, ale dosłownie pół dupy wystaje ze spodni. A kilka stolików dalej młodszy dziadyga, którego gacie widać od samego wejścia do restauracji.
Opisane zachowania nie są wyjątkami. I to tylko przykłady. Pewnie możecie podać mnóstwo innych.

Ktoś Zniesmaczony? Oburzony? Bo ja tak.

wtorek, 12 lipca 2016

Spacerowanie

Jedno z najgłupszych ludzkich zajęć
Tak, uważam spacerowanie za jedno z najdurniejszych zajęć, jakie może wykonywać człowiek. Zajęć takich jest oczywiście  więcej, kiedyś może o nich napiszę, ale dzisiaj poznęcam się nad spacerami.
Czy ktoś kiedykolwiek udowodnił sensowność spacerowania sensu stricto? Nie znam żadnych argumentów, które przemawiałyby za chodzeniem bez celu, chodzeniem tylko po to, żeby chodzić. Spacery, jako czynność jałowa, nudna i szkodząca człowiekowi, powinny być zakazane.
Strata cennego czasu, którego człowiek w końcu nie ma za dużo (przypominam, że mężczyźni umierają szybciej od kobiet) na przejście to w tę to w tamtą stronę, jest karygodna! Człowiek, mieniący się stworzeniem myślącym, wychodzi na spacer po to, aby pokręcić się bez sensu, zmęczyć i nałykać świeżego powietrza, które jak wiadomo, ani nie jest świeże, ani zdrowe. Nawet na wsi. A może tym bardziej na wsi – kto był albo tam mieszka, ten wie.
Chodzenie musi mieć sens, cel, bez którego staje się właśnie spacerowaniem. Nawet zwierzęta nie spacerują, tylko chodzą lub biegają w jakimś konkretnym celu: żeby coś upolować, uciec, dogonić samicę i ją przelecieć. Dlaczego  więc człowiek zachowuje się głupiej niż zwierzęta? Powinniśmy brać z nich przykład i wstawać z barłogu tylko i wyłącznie, aby zrealizować te same cele: żeby coś zjeść, uciec przed kimś albo dogonić płeć przeciwną i ją przelecieć.
Gdy komuś bardzo zależy, to może jeszcze ewentualnie chodzić do pracy. Ale nie zalecam.
W małych miejscowościach mawiają, że jedynym miejscem, gdzie w niedzielę można pójść na spacer, jest cmentarz. I chodzą. W ten sposób spacer staje się niespacerem, bo chodzą w konkretnym celu: a to z kwiatkami na grób, a to zobaczyć, kto nie dba o groby bliskich, a to upatrzyć sobie dobre, słoneczne, nie wilgotne miejsce na własny spoczynek wieczny.
Jednostki zwichrowane, a do takich ja najwyraźniej należę, mogą ewentualnie chodzić jeszcze po to, aby zaglądać ludziom w okna. Tak, lubię zaglądać ludziom w okna, przyglądać się jak żyją lub wyobrażać sobie, kto i jak może żyć w konkretnym mieszkaniu. Nie są to więc spacery, gdy wychodzę podglądać, bo mam swój cel do zrealizowania.
Od razu uprzedzę pytania i odpowiem na nie jeszcze przed zadaniem: gdy Żona i Dziecko mówią, że mam iść z nimi na spacer, to nadaję mojemu chodzeniu cel i w ten sposób nie jest to już spacer, ale jakieś sensowne zajęcie. Zaglądam ludziom w okna lub idę, żeby Żona i Dziecko dali mi święty spokój.
Taka jest moja własna spacerologia.






piątek, 10 czerwca 2016

Niezbędnik telewizyjnego kibica

Kibic powinien koniecznie posiadać co następuje:
1. Piwo – wiadomo, bez niego nie ma udanych występów polskiej reprezentacji.
2. Lodówka – przestawiona do pokoju z telewizorem. Tylko głupek będzie biegał po piwo do kuchni.
3. Teściów – żeby można było wysłać do nich żonę. Gorzej, gdy zawody trwają długo. Wtedy przydadzą się jej przyjaciółki. A nawet zniewieściały kochanek, który nie lubi sportu.
4. Telewizor – a nawet dwa, bo żona i dzieciaki mogą się jednak buntować.
5. Pilot – od telewizora rzecz jasna. Nie można go przez czas trwania zawodów wypuszczać z rąk. Należy z nim spać, jeść
i chodzić do toalety.
6. Toaleta – możliwie blisko telewizora. Albo odwrotnie, to znaczy telewizor możliwie blisko toalety a nawet w niej. Używanie łazienki nie jest obowiązkowe. W czasie brania prysznica można nie zobaczyć ważnego gola albo skoku. A gole albo skoki wszystkie ważne są.
7. Flaga – od czasu do czasu możemy wyjść na balkon
i udawać, że cieszymy się, bo żaden z naszych nie umarł na boisku czy arenie ze zmęczenia.

8. Koledzy – ostatni punkt, lecz nie najmniej ważny. Po przegranych wszystkich meczach i zawodach przez naszych, pocieszą, posnują plany na przyszłość, zrzucą winę za porażki na działaczy PZPN albo inne związki. 

środa, 25 maja 2016

Szczyt narcyzmu

Nie to, że doniesienia mediów zwaliły mnie z nóg, ale szczerze się uśmiałem a gęba wykrzywiła mi się w niesmaku.
Kiedyś Ronaldo w rodzinnej miejscowości Funchal na Maderze otworzył muzeum poświęcone … jemu samemu!
W muzeum o powierzchni 400 metrów kwadratowych znajduje się 150 trofeów, zdjęcia oraz filmy z całej jego dotychczasowej kariery.
W środku znajduje się również dwumetrowa woskowa figurka piłkarza. I oczywiście piłkarz pozował z nim, no z tą figurą, do zdjęć.
Rozumiem twórców muzeum, którzy chcą ściągnąć turystów i zarobić na nich. Jednak otwieranie muzeum poświęconego samemu sobie uważam za szczyt narcyzmu! Jakimkolwiek wielkim piłkarzem, piekarzem, politykiem bym nie był, nie poszedłbym ani na otwarcie ani później zwiedzać taki przybytek.
Jakim bufonem trzeba być, aby zgodzić się na coś takiego! Ten człowiek posiada wielki talent, ale jego ego jest jeszcze większe.
Jedyny obrazek jaki pojawia mi się przed oczami, gdy patrzę na zdjęcie Ronaldo koło własnej figury woskowej jest taki: nasz bohater prosi o chwilę sam na sam z figurą, a gdy zostaje sam to klęka przed nią i się do niej modli.

Albo onanizuje. 

piątek, 20 maja 2016

Stan wojenny w oparach bimbru

W zależności od wieku, każdy kto już świadomie istniał na tym świecie 13 grudnia 1981 roku ma jakieś wspomnienia z tego dnia i następnych.
Jedni mogą opowiedzieć o swoich heroicznych wyczynach, inni o tym jak dzięki ich pałkom tamci stawali się bohaterami. Byłem za młody, aby walczyć czy być milicjantem albo członkiem ORMO.
Oczywiście pamiętam, że nie było Teleranka, że przez parę dni (chyba do środy włącznie) nie chodziliśmy do szkoły.
Najbardziej wrył mi się w pamięć pierwszy dzień stanu wojennego.
Poprzedniego dnia, w sobotę, przyjechał do moich rodziców wujek. Nie pamiętam gdzie wtedy pracował, wiem za to czym się zajmował: pędzeniem bimbru. W domu u własnej matki pędził w łazience alkohol, podobno dość smaczny i co najważniejsze, nie szkodzący na wzrok. Przyjechał więc w sobotę z dwiema wielkimi torbami pełnymi samogonu, który w niedzielę miał zawieść i sprzedać gdzieś dalej.
Niedzielnego poranka, 13 grudnia 1981 roku, nieświadomy wprowadzenia stanu wojennego, poszedł w śniegu na dworzec PKS. Poczekalnie była zamknięta, kasy również, ale sądził, że jest za wcześnie albo takie są zwyczaje w niedziele na tym małym dworcu. Stał tam parę godzin, aż w końcu zorientował się, że po pierwsze nie jeżdżą żadne autobusy, po drugie nie ma żadnych ludzi, a po trzecie, że jeśli jeszcze tam postoi to zamarznie. I nawet ten bimber go nie rozgrzeje.
Wrócił więc do naszego domu. Od rodziców, przekonanych, że albo pojechał, bo nie wiedzieli, że komunikacja jest wstrzymana, albo już go aresztowali, dowiedział się o wprowadzeniu stanu wojennego.
Zapytany czy nikt go nie widział z tymi podejrzanymi torbami, z których dochodził brzęk butelek, odpowiedział, że parę razy przejechali milicjanci, widzieli go, ale nie zareagowali.
Miał szczęście: albo chłopaki mieli dużo roboty w tym całym chaosie, albo stwierdzili, że ten człowiek jest od nich i wypełnia jakieś specjalne zadanie, albo po prostu, że nie mają czasu zajmować się wariatami, którzy nie wiedzą, że jest wojna.
Tak czy inaczej po jakimś czasie wujek odjechał, oczywiście bimbru nie zabrał. Butelki stały u nas w domu. Wujek odebrał je kilka miesięcy później.
Takie jest moje wspomnienie z 13 grudnia 1981 roku.



środa, 18 maja 2016

Słoiki

Przyznam się szczerze, że zupełnie nie rozumiem projektowania słoików na przykład do dżemów tak, aby nie można z nich było wydostać zawartości do końca. Większość słoików jest zrobiona w ten sposób, że przez to cholerne zagłębienie przy samym dnie nie można wyjeść do końca tego, za co się zapłaciło!
I co mam zrobić? Próbować wciągnąć przez słomkę? Udławię się! Rozpuścić? A czy ja kupiłem rozrzedzony sok czy dżem? Rozbić słoik i wyjeść ten dżem z tych zakamarków? Nawet taki idiota jak ja tego nie zrobi…
Oczywiście znajdzie się mądrala, który powie „tracisz tylko kilka gramów produktu, który nie kosztuje majątku. Wyluzuj!” A czy ja nie zapłaciłem za konkretną ilość tych słodkości? Czy nie mam prawa wyjeść go do końca? Czy mam przeliczyć ile słoików dżemu zjadam rocznie i ile wyjdzie rocznie tego zmarnowanego, który siłą rzeczy wyrzucę? A wraz z nim moje pieniądze? No właśnie!
Jaki jest powód takiego wyglądu słoików? Nie wiem, nie mam pojęcia. Wiem za to, że ani nożem ani łyżeczką nie da się wyjąć dżemiku z tego miejsca i bardzo mnie to denerwuje.

Uprzedzam pytanie: czy nie masz innych problemów. Owszem, mam, ale lubię dżem i nienawidzę tak zrobionych słoików! 

niedziela, 15 maja 2016

Palacz

Coś sobie myślę, że i Wy taki widok często spotykacie. Oto w chmurze jakiegoś pyłu lub gryzącego dymu, na przykład w trakcie wylewania asfaltu lub innej równie miłej w zapachu substancji, pracuje facet. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że tę ciężką i niewdzięczną pracę, a z pewnością również szkodzącą jego płucom, wykonuje z papierosem w ustach.
Taki twardziel.
Zawsze sądziłem, że papieros już sam w sobie jest czymś co trudno przeżyć, a tu wokół chmura szkodliwych substancji, smród jak w piekle, a ten pali.

Ale co ja tam wiem, przecież jestem niepalący.

czwartek, 12 maja 2016

Eurowizja

Komu to potrzebne?! Marne piosenki, śmieszni wykonawcy, nikt tych utworów poza tym konkursem nie słucha! Wyłanianie zwycięzcy to jakaś kompletna bzdura. Żeby dowiedzieć się który kraj i naród kogo lubi, wystarczy przeprowadzić badania socjologiczne… A jednak to coś istnieje tyle lat. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę. Ktoś musi kosić za ten pseudokonkurs niezłą kasę!